21 wrześniaPrzesiadywanie w bazie nie należy do naszych ulubionych zajęć w czasie wyprawy. Wszyscy zastanawiają się jak zabić ten niesamowicie dłużący się czas. Jedni czytają, inni ćwiczą, jeszcze inni wybierają się do messy. Prędzej czy później wszystkich jednak dopada nuda.Na szczęście chłopaki z agencji, będąc przyzwyczajonymi do takich sytuacji, są w stanie w jednej chwili zorganizować jakąś aktywność. Konkurs rzutu kamieniem, skok w dal, skok wzwyż czy skakanie przez skakankę – co tylko można sobie wyobrazić. Szybko pomiędzy uczestnikami zabaw wywiązała się drobna rywalizacja. Nam z Grześkiem najlepiej szło na skakance, Szerpom rzut kamieniem. Oczywiście wszystkim tym konkurencjom towarzyszyły nieustanne śmiechy.22 wrześniaDziś napięcie było już zdecydowanie większe. Ewidentnie zbliża się dzień ataku. Po całym obozie krążą coraz to nowsze plotki o pogodzie. Niemcy stawiają na atak między 26 a 27, Hiszpanie dzień wcześniej, inni obstawiają koniec miesiąca. Każda z ekip ma też inny plan na atak. Jedni idą po kolei przez wszystkie obozy i szczyt, inni z bazy do dwójki, potem do czwórki i atak. Ja na szczęście głowy tym nie muszę sobie zawracać. Plan jest prosty: baza – szczyt – baza.Szef naszej agencji przynosi kolejne prognozy prosto ze Stanów. W najbliższym czasie pogoda ma się utrzymać dobra, a jedyna różnica jaka może się pojawić to siła wiatru w okolicach szczytu. Wciąż wahamy się i wstrzymujemy z ostateczną decyzją kiedy ruszać.23 wrześniaDecyzja podjęta. Atakujemy!Plan jest następujący. Chłopaki wyruszają dzisiaj w nocy bezpośrednio do trójki. Tam zatrzymują się, zostawiają mi picie, biorą oddech i lecą na szczyt. Ja startuję jutro o 22 czasu lokalnego. Wyruszam oczywiście z bazy i idę bezpośrednio na szczyt. Spotykamy się gdzieś w obrębie kopuły szczytowej. To będzie próba pobicia rekordu w wejściu na szczyt oraz zjeździe ustanowionego przez Niemca – Benedikta Bohma w 2012 roku i wynosi 23 godziny.Baza – szczyt – baza to zadanie bardzo trudne, ale wszystko dobrze się układa. Trzymajcie kciuki i myślcie o nas – to dodaje energii! Ogień! (zdjęcia: Marcin Kin)