Ostatni wpis na blogu od Dariusza Urbanowicza przed wylotem do Pakistanu. Dzisiaj reszta ekipy z Bogusławem Leśnodorskim w składzie wylatuje z Warszawy i za kilka dni dołączy do nas pod K2. Niestety Davo, który też przymierzał się do zjazdu z K2 musiał się wycofać, ale o tym wiecej ponieżej.

***

Trwa praca nad założeniem obozów I i II. Na K2 przez kilka dni mocno sypało śniegiem, z czego oczywiście wynika kilka zależności. Podstawowa jest związana z bezpieczeństwem. Wzrasta bowiem zagrożenie lawinowe. Trudno zmierzyć ryzyko, ale lawina stanowi główne, nadrzędne. Więcej śniegu oznacza również więcej frajdy z jazdy na nartach. Rzecz jasna nikt tam nie jedzie w poszukiwaniu przyjemności z uprawiania narciarstwa, gdyż stoki pod K2 trudno zaliczyć do przyjaznych. W doskonałej większości to tzw. no fall zone, czyli upadek = śmierć (ewentualnie kalectwo).

Jak bardzo wrogie człowiekowi środowisko wybraliśmy sobie za wyzwanie, niech świadczy przypadek Davo Karnicara. To Słoweniec, który uchodzi za pioniera połączenia himalaizmu z narciarstwem. Niedawno słoweńska prasa opublikowała informację, że 55-letni wspinacz-narciarz wycofuje się spod K2. Jego przyjazd pod Czogori mógł nieco przypominać  rywalizację zobrazowaną przez Wernera Herzoga w filmie „Krzyk kamienia” z 1991 roku. Dla niewtajemniczonych – chodziło o rywalizację dwóch wspinaczy. Mieli zdobyć legendarną patagońską ścianę Cerro Torre. Warto obejrzeć. Naprawdę. Karnicar musiał uznać wyższość „Góry Gór”. Ponoć dotarł do obozu I (wysokość 6000 m), ale to wszystko tym razem. Powód: uraz pleców.



Ekipa #K2SKIchallenge za to tempa nie zwalnia. Po krótkiej regeneracji w bazie znów wyruszyła w górę. Cel to zakończyć budowę obozów I i II.  To wysokość ponad 6000 m n.p.m. Przypomnę, że wierzchołek K2 to 8611 m. Trzeba wybrać miejsce na tyle bezpieczne, by ani wiatr, ani lawina nie zabrały/zniszczyły namiotów. To rodzaj depozytu, gdzie przechowywany jest sprzęt do dalszej pracy w górze, w końcu śpiwory, kuchenka, jedzenie, słowem wszystko co może się przydać, a da się wtargać do jedynki. Obozy po drodze na szczyt będą przystankami dla Jędrka. Tam będzie miał chwilę by odetchnąć, zmienić bieliznę, pożywić, napoić, uzupełnić zapasy na ciąg dalszy wspinaczki i zjazd.

Grupa pościgowa z Bogusławem Leśnodorskim rusza w niedzielę. Lot do Islamabadu (przez Istambuł), a potem wyścig z czasem, by jak najszybciej dotrzeć do Skardu. Stąd jedziemy samochodami terenowymi do Askole i zacznie się trekking w stronę Lodowca Baltoro. Kilka dni wędrówki. Mamy nadzieję wstrzelić się w okno pogodowe i zdążyć na atak szczytowy Jędrka.

Zdrowia i Przygód

***